Pieniądze powinny iść za nauczycielem, a nie uczniem. To sposób na ratowanie oświaty

26 wrz 2025Informacje prasowe

Bez wsparcia rządowego oświata nie da sobie rady – to truizm. Ale optymalizacja kosztów oświatowych już nie, nie mówiąc o likwidacji szkoły, co – wbrew pozorom – może poprawić nie tyle finanse gminy, co warunki i jakość edukacji. Do takiego wniosku doszli uczestnicy panelu „Edukacja na zakręcie, czyli jak finansować oświatę, gdy uczniów ubywa”, podczas V Forum Miasteczek Polskich.

  • Te wnioski popłynęły nie tylko ze strony samorządowców, ale i – co niezmiernie istotne, ze strony środowiska ZNP, z którym UMP chce współpracować.  
  • Sebastian Skuza, były wiceministr finansów zaproponował, by pieniądze szły za nauczycielem, a nie za uczniem, co spodobało się samorządom.
  • Są też sposoby na oszczędności, które można wprowadzić od zaraz.

Utrzymanie jakości edukacji przy rosnących kosztach jej funkcjonowania i braku odpowiednich środków to jedna z ważniejszych dla samorządów kwestii, które wymagają pilnego rozwiązania, zwłaszcza dla małych jednostek samorządu terytorialnego. Powszechnie znany jest postulat Unii Miasteczek Polskich, żeby to rząd wziął na siebie wynagrodzenia nauczycieli, a z resztą samorządy sobie poradzą. Niestety, wiadomo też powszechnie, że ani rząd poprzedni, ani obecny, ani też przyszły nie zdecyduje się na takie rozwiązanie, więc trzeba coś wymyślić.

Kolejna dyskusja na ten temat, jaka odbyła się na V Forum Miasteczek Polskich w Warszawie, które odbywało się 17 i 18 września, nie przyniosła spektakularnych rozwiązań, ale pokazała kierunki działań, które mogłyby złagodzić problem finansowania oświaty, zwłaszcza w tych gminach, gdzie dzieci naprawdę rodzi się bardzo mało.

Nie da się utrzymać wysokiej jakości edukacji w klasie liczącej pięcioro uczniów

Uczestnicy dyskusji – w tym przedstawicielka Związku Nauczycielstwa Polskiego – zgodzili się, że w warunkach kryzysu demograficznego nie da się utrzymywać szkół liczących po kilkudziesięciu uczniów, bo tylko pogrążają one budżety utrzymujących je jednostek. Zgodzili się także, że nie da się utrzymać wysokiej jakości edukacji, bez solidnego wsparcia ze strony rządu czy budżetu centralnego. Bo wprawdzie średnia liczba uczniów dla klas szkoły podstawowej, licząca 16-17 uczniów jest zbliżona do optymalnej, to w rzeczywistości w oddziałach szkół publicznych rzadko kiedy ona występuje.

– Na wsiach tak nie jest, bo uczniów jest mniej. W miastach tak nie jest, bo tak naprawdę od 24 do 29 uczniów. Warunki pracy i warunki nauki uczniów w szkole w mieście, a w szkole na wsi, to jest w ogóle inna bajka. Ja się zgadzam z tym, że w klasowym oddziale cztero- czy siedmioosobowym, to nie jest nauka. Nie pracuje się projektami, nie ma grupy rówieśniczej. 15-20 uczniów to jest to, co powinno być standardem. Jeśli spojrzymy na szkoły niepubliczne albo publiczne, ale prywatne placówki, to my tam zobaczymy 12-15 uczniów – mówiła Urszula Woźniak, wiceprezes ZNP.

Zwróciła też uwagę, że obecnie na 14 tys. szkół podstawowych w Polsce, 8 tys. szkół jest na wsiach, a 6 tys. jest w miastach. Ale do tych 6 tys. szkół w miastach chodzi 2,1 mln uczniów, a do tych 8 tys. na wsiach 1,1 mln, więc i tu występują ogromne dysproporcje. Wśród tych szkół wiele jest takich, które mają poniżej 60 uczniów – na przykład na Mazowszu jest ich 149. I te szkoły należy zlikwidować, bo one nie służą dzieciom a i tak – wobec braku nowych uczniów – w nieodległej perspektywie same się wygaszą. Wskazała, że rolą wójta jest przekonać nauczycieli i mieszkańców danej miejscowości czy osady, by taką szkołę zlikwidować.

Z powodów demograficznych dyskutowana jeszcze do niedawna kwestia bonu edukacyjnego też nie powinna być brana pod uwagę, właśnie ze względu na demografię.

– Były pomysły stworzenia bonu edukacyjnego i że ten bon idzie za uczniem. No myślę, że w obliczu takich zmian demograficznych jaki mamy, to ten pomysł nie jest najlepszy i on się sam zdezaktualizował. Tym bardziej, że liczba uczniów spada, a liczba oddziałów nie. Więc tu mamy problem – mówiła.

Według wiceprezes ZNP rozwiązanie tego problemu powinno wyglądać następująco:

Finansowanie oświaty powinno być uzależnione od PKB, z drugiej strony być może należy wrócić do pomysłu wynagrodzenia nauczycieli z budżetu państwa, a z trzeciej strony powinien się pojawić podział skonkretyzowany tego, co należy do rządu, a co należy do samorządu

– stwierdziła.

Pieniądze powinny iść za nauczycielem, a nie uczniem

Idea pieniądza idącego za nauczycielem, a nie uczniem, jak obecnie, została też podniesiona przez dr. Sebastiana Skuzę, byłego wiceministra finansów.

Przyznał on, że tak naprawdę w Polsce problemów wysokich kosztów finansowania oświaty nie da się inaczej rozwiązać, jak poprzez finansowanie ze środków budżetu państwa. Ale najlepszą jego zdaniem formą byłoby rozwiązanie, w którym środki budżetowe szłyby za nauczycielem. Bo każde inne rozwiązanie, np. że to samorządy finansują edukację, wymagałoby całkowitego przemodelowania systemu podatkowego.

Zasygnalizował też, że przy zmianie sposobu finansowania oświaty konieczne jest szukanie optymalnej liczby uczniów w grupach, oddziałach, tak żeby jednostki samorządu terytorialnego miały i widziały możliwość utrzymania oświaty, żeby nauczycielom dobrze się pracowało, a jednocześnie uczniowie mogli się rozwijać i osiągać dobre wyniki w nauce.

– Myślę, że ten algorytm odwrócony to jest być może jakaś przyszłość, bo jeśli pieniądze pójdą za nauczycielem, a nie za uczniem, to gminy będą miały troszkę więcej swobody w decydowaniu o tym, ile klas powstaje i jakie mają możliwości również lokalowe – stwierdziła Małgorzata Więckowska, burmistrz Nowego Wiśnicza, członek zarządu UMP.

Z kolei Mariusz Gołaszewski, prezes zarządu Aesco, spółki zajmującej się optymalizacją m.in. wydatków oświatowych, jako jedno z rozwiązań wskazał dialog z dyrektorami szkół i placówek oświatowych.

 Dyrektorzy muszą zrozumieć połączenie pomiędzy tym, co planują w arkuszach organizacyjnych i jakie to ma konsekwencje finansowe, że jeżeli na przykład otworzą oddział dla trzech uczniów klasy pierwszej, to gmina będzie dopłacała przez kolejne 8 lat jakieś półtora miliona złotych do szkoły

– stwierdził.

Jego zdaniem w celu obniżenia kosztów oświatowych trzeba też na poziomie jednostki samorządu terytorialnego zbudować zasady łączenia dzieci w  grupy, dzielenia ich na zajęciach, wprowadzić łączenie międzyoddziałowe, poprawić funkcjonowanie administracji szkolnej.  

– Dzięki temu średnio udaje się pokazać oszczędności do wdrożenia od zaraz na poziomie 10 a nawet 20 proc.  waszych wydatków oświatowych – podsumował.

Unia Miasteczek Polskich będzie współpracować ze Związkiem Nauczycielstwa Polskiego

W trakcie tej dyskusji doszło również do złożenia publicznej oferty współpracy Unii Miasteczek Polskich ze Związkiem Nauczycielstwa Polskiego, mającej na celu wypracowanie rozwiązań, które pozwoliłyby nieco obniżyć koszty oświatowe.

Chciałam tutaj zadeklarować współpracę Unii Miasteczek Polskich ze Związkiem Nauczycielstwa Polskiego, bo jeśli takiej współpracy jeszcze nie było, to się trochę dziwię

– powiedziała Małgorzata Więckowska.

O współpracy z samorządami mówiła też Urszula Woźniak, wskazując m.in. na konieczność rozwiązania problemu finansowania przedszkoli niepublicznych w pełnej kwocie, w sytuacji gdy w przedszkolach samorządowych marnują się wolne miejsca.

Zwróciła też uwagę na będący obecnie w konsultacjach dokument – Strategia rozwoju Polski do 2035 r.” w którym w rozdziale dotyczącym edukacji nie ma ani słowa na temat wpływu demografii na funkcjonowanie oświaty.

Źródło: Portal Samorządowy