Wiceminister finansów ucina dywagacje. W tym roku nie będzie kroplówki dla samorządów

26 wrz 2025Informacje prasowe

– Nowa ustawa o dochodach jednostek samorządu terytorialnego realizuje to, co zapowiadaliśmy – każdy zyskuje. Nie ma jednostki, która traciłaby na tej ustawie. Została skonstruowana właśnie po to, by każdy miał impuls i aby nikt nie otrzymał mniej niż dotychczas – mówi w rozmowie z Portalem Samorządowym Hanna Majszczyk, wiceminister finansów.

  • – Aby jednostki samorządu mogły się rozwijać, musi istnieć bezpieczeństwo finansowe. Nie możemy go lekceważyć – podkreśla wiceminister finansów Hanna Majszczyk.
  • Pytana o kroplówkę dla samorządów, nie pozostawia złudzeń. Nie kryje też zdziwienia ich tęsknotą za Polskim Ładem. 
  • Z rezerwą podchodzi do oceny nowego systemu finansowania jednostek samorządu terytorialnego. – Dopiero po całym roku 2026, kiedy nie ma już żadnych ograniczeń tzw. przejściowych, będzie można zobaczyć, ile kto tak naprawdę zyskuje – stwierdza. 

Pani minister, spotykamy się podczas Forum Miasteczek Polskich, tuż po debacie poświęconej finansowaniu lokalnych inwestycji. Pozwolę sobie przytoczyć  komentarz dyrektora NIST prof. Pawła Swianiewicza będący reakcją na wypowiedź przewodniczącego Unii Miasteczek Polskich, Grzegorza Cichego: Powiedział pan burmistrz, że pożyczki nie są atrakcyjne: „przecież ja nie mogę stanąć przed mieszkańcami i powiedzieć: pożyczyłem milion złotych, żeby coś zbudować”. Ale równocześnie oczekujemy – jako samorządowcy, z którymi się identyfikuję – że budżet państwa będzie się zapożyczał, żeby dać pieniądze na inwestycje prowadzone przez samorządy. No troszkę to jest niekonsekwentne. Poproszę o pani komentarz do tej wypowiedzi. 

– Nie będę się powtarzać po panu profesorze, ale jest to w pewien sposób niespójne – wpychanie rządu na ścianę 55 proc. zadłużenia – bo rząd może się zadłużyć. No też nie może, też ma ograniczenia, wszyscy jesteśmy w jednej strukturze.

Mam wrażenie, że nikogo nie interesuje fakt, iż jesteśmy objęci procedurą nadmiernego deficytu, że mamy wysoki poziom zadłużenia – poziom, który w dużej mierze wynika też z tego, że uwzględniamy potrzeby jednostek samorządu terytorialnego, przygotowujemy finansowanie pod absorpcję KPO i w ten sposób podbiliśmy poziom zadłużenia o ponad trzy punkty procentowe.

Ale musimy też pamiętać o równowadze. Bo aby jednostki samorządu mogły się rozwijać i otrzymywać dotacje, to oprócz środków na realizację tych stricte najważniejszych potrzeb i bezpieczeństwa w zakresie obronności, musi istnieć również bezpieczeństwo finansowe. Nie możemy go lekceważyć, bo w przeciwnym razie zagrozimy rozwojowi w ogóle. 

Rządowej kroplówki nie będzie. Ani Polskiego Ładu 2.0

Podczas wspomnianej debaty padł postulat wypłaty samorządom kroplówki finansowej. Powiedziała pani wprost, że kroplówki nie będzie. Przysłuchiwałam się reakcjom publiczności i usłyszałam: „to oznacza upadłość gmin”. 

– To nie jest prawda. Podstawowym problemem, o którym mówiono zaraz po przyjściu nowego rządu, była nieprzewidywalność finansów. Wieloletnie prognozy finansowe okazywały się w praktyce jedną wielką fikcją. Nie można było realnie zaplanować pewnych przedsięwzięć, nie mając pewności, czy w danym roku pojawi się zastrzyk środków, czy nie.

Działo się tak dlatego, że każdego roku obowiązywały inne kryteria podziału tej kroplówki: raz było to 10 mld zł, innym razem 8, 13 czy 14 mld – przy czym środki te dzielono w różny sposób i zazwyczaj dopiero pod koniec roku, czemu się nie dziwię, bo wcześniej musiały się wygenerować oszczędności, które umożliwiały takie posunięcie. Trudno w takich warunkach mówić o stabilności.

Dziś ta stabilność pozwala na inne podejście do planowania rozwoju. Rozwoju, który nie może opierać się wyłącznie na dotacjach, lecz także na własnych działaniach i zobowiązaniach, bo na tym właśnie polega samorządność.

Ubiegłotygodniową dyskusję zdominował Polski Ład. Wynika z niej wprost, że samorządy go chwalą.

– Rozumiem, że mniejsze miasteczka, reprezentowane przez Unię Miasteczek Polskich, są zadowolone z finansowania w ramach Polskiego Ładu, ponieważ to właśnie tam, do mniejszych samorządów, kierowano w głównej mierze środki. Gorzej wygląda sytuacja w innej części samorządu. Dlatego w tym zakresie trzeba znaleźć punkt równowagi.

Pomimo że Polski Ład został wprowadzony kosztem odebrania samorządom 30 mld zł – chociaż nie towarzyszyło temu równoczesne uruchomienie finansowania w tej samej skali – podjęto decyzję o kontynuowaniu wypłat z tego programu. Na ile możemy, pokrywamy tę lukę finansową – tak, aby samorządy mogły samodzielnie decydować o rozwoju i rozwijały się zgodnie ze swoimi potrzebami, a nie brały środki tylko dlatego, że akurat są, że „dają” na infrastrukturę kanalizacyjną czy inną.

Bardzo wiele jednostek podchodziło do zmiany tego, z czym pierwotnie wychodziło – do modyfikacji, do dodatkowych korekt profilu, aby tylko zmieścić się w tym programie i wykorzystać środki. Więc nie jest to takie idealistyczne.

„Tęsknię za Polskim Ładem”. Zaskoczyło panią to wyznanie burmistrza Cichego? 

– Zaskoczyło, naprawdę. Z jednej strony jest narzekanie, że Polski Ład został źle pokierowany, z drugiej – idzie się stabilnym, przewidywalnym systemem i dalej jest źle. Pytanie, czy w ogóle kiedyś może być dobrze w podejściu samorządów. Być może nigdy.

„Dopiero po całym roku 2026 będzie można zobaczyć, ile kto tak naprawdę zyskuje”

Czekamy na ocenę nowej ustawy o dochodach samorządów. Czyli na 2027 r. – nie 2026, jak miało być pierwotnie. 

– Zgodnie z ustawą jesteśmy zobowiązani do przeprowadzenia ewaluacji obecnego systemu, czyli ustawy o dochodach jednostek samorządu, do połowy 2026 r. Jest to wpisane na wniosek samorządów. Nie mamy z tym problemu, ale od początku mówiliśmy, że to nie będzie właściwa ocena, żeby podejmować jakieś działania.

W mojej ocenie analizy dotychczasowej realizacji ustawy nie będą dawały pełnego obrazu tego, co ona ze sobą niesie. Dzisiejsze finansowanie wynikające z tej ustawy w wielu przypadkach – po to, żeby wygenerować środki – ograniczało dochody niektórych jednostek – po prostu ucinało je na poziomie nie więcej niż 12 proc. lub nie więcej niż X.

To oznacza, że dopiero po całym 2026 r., kiedy nie ma już żadnych ograniczeń tzw. przejściowych, będzie można zobaczyć, ile kto tak naprawdę zyskuje, czy to są środki, które mocno poprawiły finanse samorządów, czy też dalej tę ustawę trzeba modyfikować.

Wsłuchujemy się w głosy samorządowców i być może w poszczególnych strukturach jednostek samorządu terytorialnego – gminach miejsko-wiejskich, gminach wiejskich – te parametry trzeba będzie jeszcze jakoś poustawiać. Mamy do tego narzędzia i chcemy współpracować z samorządami.

Są też determinanty do określenia.

– W tym roku – ze zgodą samorządów – idziemy z tymi samymi determinantami. Proponowaliśmy, żeby samorząd zaproponowały nowe, ale nie było tych propozycji. Natomiast pracujemy nad nimi dalej. Może będą w roku 2026 na rok 2027. Mówię o tym tylko dlatego, że jest to temat otwarty.

W ustawie przewidziano kilka narzędzi, które pozwalają reagować razem wspólnie z samorządami na ich potrzeby. Nie można też zapominać, że w przyszłym roku zabezpieczona została rekordowa rezerwa dla samorządów w wysokości 2,2 mld zł. To jest olbrzymia kwota.

Nigdy, przez wszystkie lata poprzedniego systemu, nawet nie otarliśmy się o taką kwotę, którą moglibyśmy dzielić na samorządy. Zgodnie z zasadami 80 proc. jest dzielone według propozycji strony samorządowej. My oczywiście musimy to zatwierdzić po stronie ministra finansów i również możemy przedstawić jakieś propozycje, ale co do zasady jest to część uzgadniana ze stroną samorządową. Dla Ministerstwa Finansów pozostaje do podziału jedynie 20 proc. tej kwoty. 

Podczas wspomnianej debaty w ramach Forum Unii Miasteczek padło pytanie, czy – na wzór Polskiego Ładu – nie mógłby funkcjonować jeden, konkretny program przeznaczony na działania infrastrukturalne.

–  Ale te działania cały czas są realizowane. Dzisiaj robimy wykupy na prawie 100 mld zł. Więc musimy uporać się i z procedurą nadmiernego deficytu, i z finansowaniem już zaciągniętych zobowiązań.

Proszę zwrócić uwagę, że w budżecie wpisane są mechanizmy, które skierują dodatkowe 2 mld zł na mieszkalnictwo. To oznacza łącznie ponad 4 mld zł na inwestycje. Gdy spojrzymy na poprzednie lata, to w którymś roku kwota dochodziła może do 1 mld zł. Jest to sukcesywnie zwiększane, a przeskok między rokiem 2025 a 2026 jest duży, bo to faktycznie drugie tyle.

Dodatkowo funkcjonuje fundusz termomodernizacji. Mamy też kilka miliardów, które znajdują się w dyspozycji ministra sportu i będą kierowane do samorządów na różne obiekty sportowe, a także ministra kultury i ministra edukacji – właśnie na różne inwestycje realizowane w obszarze oświaty. To są dziesiątki miliardów złotych.

Nawet jeżeli one nie są pod hasłem jakiegoś funduszu, który będzie na na sztandarach, to one są realnymi środkami bardzo mocno wzmacniającymi finanse samorządów. 

„Ta ustawa realizuje to, co zapowiadaliśmy. Tutaj każdy zyskuje”

Wracając do oceny ustawy – macie już państwo jakieś sygnały z poszczególnych szczebli samorządu? Kto może być zadowolony, a kto mniej?

– Moim zdaniem ta ustawa realizuje to, co zapowiadaliśmy – każdy zyskuje. Nie ma jednostki, która by traciła. Została ona skonstruowana właśnie po to, aby każdy miał impuls i aby nikt nie otrzymał mniej niż dotychczas.

Wprowadzaliśmy nawet kwotowe minima, które muszą odczuć poszczególne jednostki – zwłaszcza te z mniejszą liczbą ludności, położone na terenach wschodnich, na przykład na Podkarpaciu.

Znów odniosę się do komentarza z publiki: „najgorzej wyjdą na tej ustawie gminie wiejskiej”.

– To nie jest prawda. Co to znaczy: najgorzej? Wszystkie te parametry wynikają z różnych sytuacji – między innymi z liczby ludności oraz z poziomu dochodów.

Samorządy, kiedy konstruowaliśmy te rozwiązania, przyjęły je z aplauzem, ponieważ w końcu mogły powiedzieć, że będą miały realny wpływ na swoje dochody poprzez zachęty do osiedlania się u nich. Im bardziej będą sprzyjały rozwojowi mieszkańców, ich zatrudnieniu, a tym samym poprawie dochodów, tym bezpośrednio będzie się to przekładało na finanse samorządów.

To wszystko jest w ten sposób wyliczane. Dlatego nie uważam, żeby było źle. Wręcz przeciwnie – to jest dobre rozwiązanie.

Wzrost dochodów wynosi ponad 8 proc., przy inflacji 3 proc. To naprawdę duży, olbrzymi wzrost w skali roku. Ale mamy w swojej mentalności coś takiego, że dopóki nie zobaczymy, jak wygląda sytuacja u sąsiada – chociaż on ma zupełnie inną strukturę i inne parametry, które na nią wpływają – to nie patrzymy na własny wynik. 

Wiem, że niechętnie komentuje pani kwestie finansów oświatowych. Ale pozwoli pani, że zapytam. Mimo wzrostu kwoty na potrzeby oświatowe w 2026 r. do 111,5 mld zł, samorządowcy nadal uważają, że jest to kwota niewystarczająca. Według nich, obecne środki są zaniżone, co skutkuje brakiem kilkudziesięciu miliardów złotych na bieżące funkcjonowanie szkół i przedszkoli oraz na inwestycje, a luka finansowa pogłębia się. 

– W jakiś sposób można to zrozumieć, bo zawsze dążymy do czegoś – mamy plany, marzenia, chcemy się rozwijać, a to naturalnie powiększa nasze potrzeby. I dobrze, bo to jest pewien motor do działań. Ale ten motor powinien również towarzyszyć odpowiedzialnym decyzjom – czyli choćby w kwestii wspomnianych wcześniej pożyczek. Pada pytanie: stać nas czy nie stać? A najlepiej, żeby pożyczek nie było, bo jeśli zaciągam pożyczkę w imieniu mieszkańców, to oni będą ją spłacać. To też pojawiało się w dyskusji, to nie są tylko moje słowa. Dlatego trzeba zweryfikować swoje podejście. 

Źródło: Portal Samorządowy.