Transparentna komunikacja z mieszkańcami, wsparcie samorządów i odpowiednie narzędzia do zarządzania konfliktem – to najważniejsze warunki rozwoju energetyki wiatrowej w Polsce. Eksperci i przedstawiciele branży podczas debaty podkreślali, że protesty społeczne wynikają często z braku wiedzy, a kluczowe jest budowanie partnerstwa między inwestorami, gminami i społecznościami lokalnymi.
Obawy mieszkańców i rola komunikacji
Debatę otworzył Jakub Potasznik z firmy wpd Polska, przypominając, że działa w branży od 2008 roku. – Najczęstsze obawy dotyczą spadku wartości nieruchomości, wpływu na zdrowie czy zmniejszenia plonów. To naturalne, że mieszkańcy pytają. Kluczem jest transparentna komunikacja i otwartość na dialog – podkreślał.
Jego zdaniem protesty społeczne inicjuje zwykle aktywna grupa 10–20% mieszkańców. – Naszym zadaniem jest dotarcie do nich z merytorycznymi argumentami – dodał.
Potasznik zaznaczył też, że współpraca z samorządami jest istotna, ale decydujące znaczenie ma postawa inwestora. – Najlepiej pracuje się w gminach, gdzie władze wspierają inwestycję, bo mieszkańcy odczuwają tę determinację. Ważne jest również wsparcie ze strony państwa – mówił.
Kodeks dobrych praktyk i autoregulacja branży
Prowadząca przypomniała, że Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej (PSEW) już lata temu opracowało kodeks dobrych praktyk. – To forma autoregulacji, która powstała w odpowiedzi na regulację „10H” – wyjaśniał dr Arkadiusz Sekściński.
Dodał, że kodeks liczy kilkadziesiąt stron i był niedawno aktualizowany, ale nie wszyscy inwestorzy traktują go priorytetowo. – Proces inwestycyjny w energetyce wiatrowej jest znacznie bardziej skomplikowany niż w fotowoltaice, bo wymaga wpisania projektów do miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, a to wiąże się z konsultacjami społecznymi – podkreślał.
Dojrzałość rynku i nowe wyzwania
Magdalena Klera-Nowopolska z PNE wskazała, że spółka prowadzi dialog w ramach ponad 30 projektów wiatrowych i podobnej liczby fotowoltaicznych. – Każdy projekt wymaga indywidualnego podejścia. Samorządy są coraz bardziej świadome, a rynek dojrzewa. Trzeba jednak szanować lokalne potrzeby i odpowiadać na wątpliwości mieszkańców – zaznaczyła.
Obok obaw środowiskowych i krajobrazowych coraz częściej pojawiają się pytania o wiarygodność inwestorów, stabilność finansową projektów oraz kwestie związane z demontażem turbin po zakończeniu ich pracy. – Dlatego ważne jest, by konsultacje rozpoczynać wcześnie i prowadzić je w sposób otwarty – dodała.
Anatomia protestu i wyzwania dla samorządów
Jacek Miciński z Forward PR zwracał uwagę, że inwestorzy są dla społeczności „gośćmi w przestrzeni”, co samo w sobie rodzi opór. – Ludzie często dowiadują się o inwestycji dopiero wtedy, gdy zapadły już wstępne decyzje. To rodzi poczucie braku wpływu – mówił.
Podkreślił też, że Polska jest krajem mocno podzielonym, a energetyka wiatrowa stała się tematem politycznym. – Samorządy zostały obarczone odpowiedzialnością za część energetyki, ale nie wyposażono ich w narzędzia do zarządzania konfliktem społecznym. Referenda lokalne potrafią skutecznie blokować inwestycje. Rodzi się pytanie, czy nie należałoby zmienić sposobu redystrybucji korzyści z takich projektów – podkreślał.
Jego zdaniem cykl inwestycyjny trwający 8–9 lat sprawia, że rzadko który samorządowiec uczestniczy w procesie od początku do końca. – To zwiększa ryzyko, że lokalne władze nie będą miały ciągłości w podejściu do inwestycji – zaznaczył.