Czy zeroemisyjny transport publiczny rzeczywiście rozwiązuje problemy komunikacyjne w Polsce? Uczestnicy debaty wskazywali, że elektromobilność to przyszłość, ale też ogromne wyzwanie – finansowe, organizacyjne i legislacyjne. Samorządowcy apelowali o dostosowanie przepisów do realnych potrzeb gmin, a eksperci przekonywali, że zielony transport to nie moda, lecz konieczność.
Tabor zeroemisyjny – nie zawsze najlepsze rozwiązanie
Posłanka Paulina Matysiak (Razem) krytycznie oceniła obecny kierunek rozwoju transportu publicznego opartego na taborze zeroemisyjnym. – Potrzeba go więcej niż spalinowego, co potwierdzają badania z Krakowa. Tabor z normą EURO 6 jest równie bezpieczny i ekologiczny jak elektryczny. Tymczasem kierujemy się modą na droższe w utrzymaniu autobusy elektryczne czy wodorowe – mówiła.
Jej zdaniem kluczowe jest dopasowanie rodzaju pojazdu do lokalnej siatki połączeń. – Zakłady komunikacyjne wiedzą, gdzie i jak często muszą ładować pojazdy. Potrzeby mieszkańców powinny być punktem wyjścia, a nie dopasowywane do wymogów dotacyjnych – podkreślała posłanka.
Matysiak zwróciła też uwagę, że gminne spółki często są „stawiane pod ścianą” w zakresie wyboru technologii. – Jeśli środki unijne lub krajowe pozwalają kupić tylko tabor elektryczny, to taki kupują, niezależnie od tego, czy jest to rozwiązanie najbardziej racjonalne. Warto patrzeć na cały koszt cyklu życia pojazdu – od zakupu po utrzymanie – zaznaczyła.
Zielony Transport Publiczny: 4 miliardy złotych wsparcia
Piotr Stępiński z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej przypomniał, że instytucja rozlicza już trzy edycje programu Zielony Transport Publiczny. – Przeznaczyliśmy prawie 4 miliardy złotych ze środków krajowych i europejskich, w tym 3,3 mld zł z KPO. Dzięki temu zakontraktowano 1448 autobusów, z czego 1211 elektrycznych i 214 wodorowych. Na drogach jeździ już 290 takich pojazdów – wyliczał.
Jak dodał, rozwój zeroemisyjnego transportu wynika z unijnych regulacji Fit for 55, które zakładają redukcję emisji z autobusów miejskich o 90% do 2035 roku. – To ogromne wyzwanie, ale też szansa na poprawę jakości powietrza i życia mieszkańców – mówił Stępiński.
Podkreślał również, że mimo wysokiego kosztu zakupu autobusów elektrycznych i wodorowych, dopłaty sięgające nawet 90% sprawiają, że ich eksploatacja staje się konkurencyjna wobec taboru spalinowego.
Rynek i finansowanie: między potencjałem a ryzykiem
Anita Rodkiewicz z Santander Leasing zwracała uwagę, że elektromobilność wymaga przemyślanej struktury finansowania. – Potrafimy łączyć leasing z dotacjami, by gmina miała przewidywalny koszt i bezpieczeństwo eksploatacji. Ważne jest jednak, by uwzględniać ryzyko zmiany technologii, szczególnie w transporcie ciężkim, który wciąż jest rynkiem trudnym – mówiła.
Z kolei Leszek Rejmer z Polskiej Izby Rozwoju Elektromobilności (PIRE) przekonywał, że elektryfikacja to nie wizja, lecz codzienność. – Napęd wodorowy nie jest idealny, ale powinniśmy sprawdzać, gdzie gmina może wykorzystać własną energię. Elektromobilność to kierunek, z którego nie ma odwrotu – podkreślił.
Samorządy: bez wsparcia i doradztwa nie damy rady
Z perspektywy gmin wiejskich elektromobilność wciąż jest odległym celem. Marcin Pastuszak, zastępca wójta gminy Jabłonna, wskazał, że choć samorząd współpracuje z Lublinem w ramach obszaru metropolitalnego, to realizacja projektów niskoemisyjnych jest trudna. – Nie jesteśmy gotowi. Potrzebujemy wsparcia doradczego i finansowego. Nikt z nami nie rozmawia, czy ustawa o elektromobilności odpowiada realnym potrzebom małych gmin – mówił.
Pastuszak opisał również problemy proceduralne. – Od roku rozmawiamy o budowie stacji ładowania. Na warunki z PGE czekamy już trzy miesiące i pewnie poczekamy kolejne. Brakuje zgrania między energetyką, ustawodawcą i samorządami. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, stacja powstanie za dwa lata – relacjonował.
Gmina Jabłonna planowała także zakup rowerów elektrycznych dla seniorów, ale – jak wskazał samorządowiec – „nie jest to wydatek kwalifikowany”, przez co projekt nie mógł być zrealizowany. – Chcemy wspierać mieszkańców, ale barierą są przepisy i brak funduszy – podsumował.